Zaznacz stronę

Dziś dziennikarz sportowy, którego nie ma na Twitterze, właściwie nie istnieje. Traci czytelników, którzy go nie znają. Z tego samego powodu traci też w oczach środowiska. Jeszcze pięć lat temu być może była to wartość dodana. Dziś – jeśli piszesz o piłce czy innym sporcie – jest to absolutne minimum i obowiązek.

Ja na Twitterze funkcjonuję od niemal dziewięciu lat. Podczas tego okresu popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy, które zaraz wytknę. Ba, niektóre z premedytacją popełniam do dziś, ale tak, jak nie ma idealnych ludzi, tak i nie ma idealnych profili. Co możesz zrobić lepiej? Dlaczego liczba followersów czy lajków wciąż stoi w miejscu? Dlaczego nie warto zamykać się na inne serwisy społecznościowe? Zacznijmy od początku.

1. Bądź w (prawie) wszystkich kanałach

W Polsce przyjęło się, że dziennikarstwo równa się Twitter. I rzeczywiście, spotkamy tam czołowych przedstawicieli tego zawodu, działaczy, niektórych trenerów, sportowców. Śmietankę twórców opinii. Środowisko i część najbardziej zaangażowanych, świadomych kibiców. I choć to ważna, być może najważniejsza grupa, do której powinien docierać dziennikarz, to na pewno nie jedyna.

Powinieneś być wszędzie tam, gdzie są odbiorcy Twoich treści, którym możesz zaoferować wartość. Na Instagramie i Facebooku też. Dlaczego?

Matematyka.

Dlatego, że tam jest ich jeszcze więcej (znacznie więcej) niż na Twitterze.

Każdy serwis społecznościowy charakteryzuje się nieco innymi treściami. Na Twittera – wiadomo – krótkie strzały w czasie rzeczywistym, wyraziste opinie, od czasu do czasu link do wartościowego tekstu czy wywiadu, z którego jesteś dumny.

Facebook? Miejsce na dłuższe przemyślenia, od czasu do czasu zdjęcie, coś śmiesznego, jakaś ciekawostka. Świetnym przykładem dziennikarskiego sukcesu na Facebooku w ostatnim czasie jest Tomasz Ćwiąkała, który bez inwestycji w reklamy, wyłącznie na zasięgach organicznych, osiągnął prawie dziewięć tysięcy like’ów, a każdy jego post spotyka się z setkami polubień i dziesiątkami komentarzy.

Instagram? Bułka z masłem dla dziennikarza, który rusza się sprzed komputera. Przeprowadzasz wywiad? Zapowiedz go zdjęciem. Jesteś na wywiadzie? Zrób zdjęcie z rozmówcą. Pokaż kulisy, nagraj krótki film na stories.  Jesteś na treningu Legii? Fota. Na meczu? Fota, ale nie murawy. Taką może zrobić każdy. Kulisy to słowo klucz. Im jest ich więcej i im bardziej są ekskluzywne, tym lepiej.

Jedyne, co możesz świadomie odpuścić to Snapchat i zastąpić go InstaStories.

2. Wyspecjalizuj się w czymś

Nisze to największa siła. W dziennikarstwie, jak w życiu – nie da się być specjalistą we wszystkim. Piszesz o Ekstraklasie? Skup się wyłącznie na niej. Jesteś na każdym meczu Legii? Wyrób kontakty i informuj przede wszystkim o niej. Oglądasz każdy mecz Serie A? Specjalizuj się w lidze włoskiej.

Zauważ, że luksus pisania o wszystkim, przy jednoczesnym wzbudzaniu zainteresowania szerszej publiki, ma naprawdę niewielu. Tomasz Urban sam wykreował się na specjalistę od Bundesligi. Gdyby nie jego fachowość na Twitterze, prawdopodobnie nigdy nie trafiłby do telewizji. Kolejny przykład – Jakub Kręcidło. Wyspecjalizował się w informowaniu o tym, co dzieje się w Barcelonie, wyrobił markę rzetelnego źródła. Mateusz Święcicki i Filip Kapica, czyli duet #2AngryMen to przede wszystkim liga włoska i najwyższej jakości wywiady video. Nawiązując do pierwszego punktu – oni już poszli szerzej. Są na Facebooku, mają też własnego bloga. Z kolei tajemniczy Janekx89 to sprawdzone newsy z polskiego światka piłkarskich transferów.

Co najlepsze – nikogo nie interesuje to, jak się nazywa. Po prostu konsekwentnie wyrobił sobie markę rzetelnego eksperta. Kropka.

Podsumowując: lepiej być jedynym wiarygodnym źródłem w temacie Chojniczanki Chojnice niż pseudo-ekspertem od wszystkich lig świata.

3. Bądź regularny

Gdybym był korpo-marketingowcem, to pewnie poleciłbym rozpisanie harmonogramu publikacji, ale… bez przesady. Co prawda nie jest trudno sprawdzić, kiedy Twoi fani czy followersi są najbardziej aktywni, ale im więcej jest ich on-line, tym – paradoksalnie – trudniej się do nich przebić. Konkurencja.

Chodzi po prostu o to, żeby nie odpuszczać. Nie porzucać zaczętego projektu facebookowego czy twitterowego na miesiąc czy dwa. Staraj się być regularny. Najlepiej dodawaj coś codziennie, oczywiście pod warunkiem, że masz coś ciekawego do powiedzenia.

4. Nie olewaj swoich czytelników

To chyba największy błąd, popełniany nie tylko przez dziennikarzy. Media społecznościowe – jak sama nazwa wskazuje – służą do tworzenia społeczności. Filarem społeczności z kolei jest dialog.

Ktoś o coś pyta? Odpowiedz. Ktoś pochwalił Twój tekst? Podziękuj. Gary Vaynerchuk, mój marketingowy guru, nazwał to ekonomią wdzięczności. To takie proste i oczywiste, a jednocześnie szalenie niedoceniane.

5. Pytaj ludzi o zdanie

Chyba każdy z nas lubi, kiedy prosi się go o opinię na jakiś temat, w którym czuje się kompetentny. Dziennikarze też mają dylematy, a czytelnicy z ogromną przyjemnością pomagają je rozwiązywać. Korzyść jest wtedy obopólna. Pierwszy ma gotowe treści albo odpowiedzi na pytania, a czytelnik satysfakcję, że mu w czymś pomógł.

Nie wiesz z kim zrobić wywiad? Zapytaj czytelników. Ustawiłeś rozmówcę? Poproś czytelników, o to, żeby zadali swoje pytania. Albo jeszcze lepiej – uprzedź czytelników i po rozmowie odpal relację live na Facebooku czy Twitterze (Periscope) i zadaj ich pytania na żywo. Wideo to nie przyszłość, a teraźniejszość mediów społecznościowych.

Możesz zrobić sondę – wolicie wywiad z Panem X, czy Panem Y? Możliwości jest multum, ale cel tylko jeden – tworzenie i angażowanie społeczności.

6. Wyciągaj esencję z tego, co robisz

To rada głównie na Instagrama. Jesteś dziennikarzem, w pewnym sensie osobą publiczną, więc traktuj swój profil jako wizytówkę. Jeśli ktoś znalazł Cię przez wyszukiwarkę – Jana Kowalskiego, dziennikarza – to naprawdę nie interesuje go, z jakiej firmy lubisz parówki, czy jak lekko wchodziły Ci szoty w Pijalni Wódki i Piwa.

Na ogół ludzi interesują kulisy, ale nie z życia Twojego, a Twoich rozmówców i z Twojego zawodu. Wyjątkiem są naprawdę rozpoznawalne twarze, do których – wybacz – prawdopodobnie nie należysz.

7. Nie spamuj słabymi linkami

Dotyczy to każdego serwisu społecznościowego. Na Instagramie odpuść je zupełnie, bo są nieaktywne. Na Twittera i Facebooka wrzucaj tylko to, co jest najciekawsze, w jakiś sposób opiniotwórcze. Coś, pod czym podpisałeś się z przyjemnością. Odpuść przepisywane newsy. Odpuść denne clickbaity. Nikt nie lubi być zarzucany śmieciowymi linkami. Publikuj je wtedy, kiedy masz coś naprawdę dobrego.

8. Angażuj się w dyskusje

Gratulacje – dotarłeś do ostatniego, bonusowego punktu. Ostatnia rada to najskuteczniejszy sposób na zyskanie followersów na Twitterze. Wchodź w polemikę z ludźmi, którzy mają więcej obserwujących od Ciebie. Pasożytnictwo? Może odrobinę, ale dopuszczalne, jeśli jest błyskotliwe. Postaraj się zwrócić uwagę, zabłysnąć. Czasem bywa tak, że trafny komentarz pod tweetem Krzysztofa Stanowskiego ma niemal tyle samo serduszek, co sam tweet.

A jego autor z automatu zyskuje kilkudziesięciu followersów. Szkopuł w tym, że musisz być „jakiś”. Nie chodzi o to, żeby pochwalić czy – co gorsza – bezmyślnie hejtować. Postaraj się pójść pod prąd. Rzucić na temat nowe światło. Użyć argumentu, który zmieni bieg dyskusji.

Temat dziennikarskich mediów społecznościowych to temat rzeka, ale mam dobrą wiadomość. Nawet jeśli masz stu followersów – wciąż nie jest za późno na to, żeby się wybić. Wystarczy robić to lepiej od innych.