Zaznacz stronę

Z pewnością nie był to czynnik determinujący, że w Legii sięgnięto właśnie po tych zawodników, ale z pewnością jest to przyjemny dodatek. Przebrnąłem przez media społecznościowe wszystkich nowych twarzy, które zimą pojawiły się w Ekstraklasie. Dwa pierwsze miejsca zajęli Brazylijczycy Eduardo i Mauricio. Niektórych nieco zaskoczyć może natomiast trzeci stopień podium. 

Co tu dużo pisać – lider mógł być tylko jeden i wskazałby go chyba każdy, nawet średnio zorientowany w realiach kibic. Co jednak zaskakujące, większego wpływu nie miała na to jego gra dla Arsenalu. Fanpage na Facebooku Eduardo założył ledwie niecałe cztery lata temu, kiedy próba podboju Premier League była już tylko rzewnym wspomnieniem.

Zdecydowaną większość bazy fanów – około 60 procent – zebrał w Brazylii. Po angielsku na co dzień porozumiewa się ledwie 5 procent jego sympatyków. Dosłownie odsetek stanowią też obywatele kraju, dla którego reprezentacji rozegrał kilkadziesiąt spotkań (Chorwaci) – około jednego procenta.

Eduardo Da Silva – Facebook
Eduardo Da Silva – Instagram
Eduardo Da Silva – Twitter

Drugie miejsce to ostatni nabytek Legii – Mauricio. Nie ma ani Facebooka, ani Twittera, ale nadrabia Instagramem, gdzie zgromadził ponad 130 tys. followersów. Patrząc na zaangażowanie fanów, liczbę tę należy potraktować jednak z delikatnym przymrużeniem oka. Tym bardziej, że coś ostatnio idzie chyba nie tak…

Mauricio – Instagram 

Czy Legia zyska dzięki temu dziesiątki tysięcy fanów w Brazylii? Oczywiście że nie. Nie ma też najmniejszych szans na podbicie rynku koszulek. Nie w kraju, gdzie każdy kibicuje swojej drużynie z Rio czy Sao Paulo i gdzie z powodów kibicowskich jedni potrafią brać rozwody, a inni popełniać samobójstwa. Czy Legia może coś ugrać? Wizerunkowo – jak najbardziej.

Wystarczy na przykład nagrać serię półminutowych-minutowych, portugalskojęzycznych klipów z Eduardo w roli głównej. Przechadzającego się po Warszawie, chwalącego kibiców, prezentującego stadion i tak dalej. I – we współpracy z Eduardo – zamieścić je na jego fanpage. Dorzucić angielskie i hiszpańskie napisy i voila.

Zasięg organiczny może nie zrobi wielkiej roboty, ale wystarczy dorzucić kilkaset czy kilka tysięcy złotych, by wypromować materiał do pożądanej grupy docelowej. I mamy sytuację win-win.

  1. Zawodnik zadowolony, bo będzie mógł pochwalić się rodakom, w jak porządnym jest klubie, na jakim gra stadionie, z jakimi kibicami, w jakim fajnym mieście.
  2. Klub zadowolony, bo może sprawić, że ktoś w dalekiej Brazylii usłyszy o jego istnieniu, ewentualnie o sobie przypomni. Generalnie stworzy wokół siebie pozytywną aurę.
  3. Kibice Legii zadowoleni, bo zobaczą, że ich nowy zawodnik dobrze mówi o ich ukochanym klubie „między swoimi”.

Tak jak wspominałem na początku – najciekawsze jest trzeci stopień podium, gdzie znalazł się nowy zawodnik… Arki Gdynia. Meksykanin Enrique Esqueda, bo o nim mowa, na swoich kanałach społecznościowych zebrał 75 tysięcy sympatyków. Kraj z Ameryki Północnej tworzy jednak jedną z największych internetowych społeczności na świecie. Gdyby jego sukcesy nie przypadały na lata, kiedy social media dopiero raczkowały, dziś może chociaż zbliżyłby się do tamtejszych mistrzów – Carlosa Veli (800 tys. followersów na Instagramie) czy Guilhermo Ochoi (1,1 miliona).

Jak na naszą Ekstraklasę i te 75 tysięcy wystarczy, żeby zdecydowanie wybić się ponad przeciętność. Nawet jeśli ostatnie aktualizacje profili, jak jego fanpage na Facebooku, miały miejsce ponad dwa lata temu.

Enrique Esqueda – Facebook
Enrique Esqueda – Instagram
Enrique Esqueda – Twitter

Co poza podium? Na kogo opłaca się zwrócić uwagę? Z pewnością na naszego polskiego rodzynka – Pawła Bochniewicza (Górnik Zabrze) – który stara się być aktywny na wszystkich platformach i łącznie ma na koncie 8,5 tys. followersów. W zaszczytnym gronie 10000 plus, z nowych twarzy, mamy też Romana Bezjaka (Jagiellonia), Cafu i Marco Vesovicia (Legia), czy powracających do Ekstraklasy Toma Hateleya (Piast Gliwice) i Ariela Borysiuka (Lechia Gdańsk).

Na koniec kącik statycznyczny. Ledwie sześciu piłkarzy, z tych, którzy pojawili się zimą w Ekstraklasie, prowadzi fanpage na Facebooku. Twittera – dziesięciu. Jeśli chcecie kogoś odnaleźć, to przede wszystkim na Instagramie.